Strzeżcie się!!!! :):)

Długo zastanawiałam się, co mam dzisiaj zamieścić w poście. Stety albo niestety, moja lista punktów do opowiedzenia Wam rozrosła się i sama nie wiedziałam od czego zacząć. W końcu jednak zdecydowałam, zdecydowałam co jest priorytetem w obecnej chwili... a jest nim ostrzeżenie Was przed pewnymi dwoma produktami, które na 100% również w Waszym przypadku okazałyby się stratą pieniędzy!!

Pierwszym jest lakier bezbarwny ASTOR Fash'n Studio. Ja jestem w posiadaniu bezbarwnego jednak śmiem przypuszczać, że wersje kolorowe są równie beznadziejne - wybaczcie, nie sprawdziłam tego, bo marnować kasę na taki zakup to normalnie grzech!!
Droga dojścia do takiego zakupu była banalna - poszłam do sklepu Rossmann w poszukiwaniu lakieru bazowego. Nie chciałam wydać przesadnie dużo, jednak żadna z dostępnych marek w tej drogerii nie miała utwardzacza czy jakiegokolwiek innego lakieru bazowego (chyba, że L'oreal ale nie byłam gotowa na takie poświęcenie finansowe dla moich paznokci :P) Kupiłam więc bezbarwny w/w lakier z Astora. Pomalowałam nim raz, drugi, trzeci, piąty, dziesiąty... efekt zawsze był taki sam - odpadające płaty na drugi dzień po pomalowaniu. Używałam go pod lakier kolorowy, żeby nie przebarwiać płytki paznokcia, zresztą to normalne, że tak się właśnie robi. Używałam już kolorowych lakierów różnych firm... efekt zawsze był taki sam... odpadające płaty. Myślałam, że to może moja wina, wina moich paznokci, wiosny, efektu cieplarnianego... nie wiem, czegokolwiek, jednak przestałam się łudzić, gdy po prostu pomalowałam paznokcie kolorowym lakierem bezpośrednio, bez podkładu. O dziwo wyobraźcie sobie... lakier trzymał się znacznie dłużej a odpadał tak jak przystało... powoli od rogów i brzegów :]
aaaaa muszę zaznaczyć, że owy lakier Astora, nieźle zniszczył mi także moje biedne paznokcie, bo odpadając zostawiał nierówną powierzchnię, tak więc temu produktowy mówię stanowcze NIE!!

Drugą pomyłką produkcyjną,  na którą dałam się złapać, jest kredka do brwi Inglot w metalowym opakowaniu. Według Pani ekspedientki, kredka ta miała być po prostu świetna, wszystkie kobiety ją ponoć bardzo chwalą... Ja nie wiem, ale jak można chwalić coś, co się zużywa w tempie ekspresowym ( nie starczyła nawet na miesiąc) a wcale tak mało nie koszowała!! Dodam jeszcze, że jeżeli np smarując twarz, przez przypadek posmarowałyście sobie też brwi kremem, to już macie po malowaniu!! Wygląda to mniej więcej tak, jakby się próbowało farbkami namalować linię na plastyku - raz, że farbki się rozmazują, dwa nie da się nic równo zrobić i trzeba powtarzać jedną linię x-razy!! A kredka ponoć jest beztłuszczowa i nie trzeba temperować i same ochy i achy... Ja dziękuję za taki "cud" i wracam do standardowych, łamiących się i starczających conajmniej na 4 miesiące kredek :)




A dla Waszej informacji dodam, że dostałam dzisiaj paczuszkę z Cellu Destock i zaczynam kurację :) (jako maniak kupowania przez internet i za pośrednictwem wszelkich katalogów wysyłkowych, nie mogłam inaczej nabyć tego cuda, jak tylko w ten sposób zresztą, wyszło mnie to dużo taniej niż w aptece a gratis dostałam płytke:D)
 Ponoć po 7 dniach widać wyraźne efekty :D Don't worry - będę Was na bieżąco informowała :D:)

2 komentarze:

  1. cellu czyli , że niby cellulit;> ja tyle razy próbowałam i nic...pogodziłam sie z tym:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałam kupić tą kredkę, ale jednak nie :D

    OdpowiedzUsuń

 
MAGIC VISAGE © 2012 | Designed by Rumah Dijual, in collaboration with Buy Dofollow Links! =) , Lastminutes and Ambien Side Effects